maj 2013
Już niedługo majowe Gniazdo trafi do Waszych jednostek!
  • Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz!
  • Teatr improwizacji
  • Pisać jak papież
  • O wierze w roku wiary
  • Tajemnica Sudarionu
  • Jak zostałem harcerzem cz. 7
  • i inne...

więcej...


aktualności

Jak zostałem harcerzem cz. 3 (Zbigniew Minda HR)

4.03.2012, 20:06:12, Michał Kuczaj

Jak zostałem harcerzem cz. 3 (Zbigniew Minda HR) Podwórko
Dla mojego pokolenia podwórko było wszystkim. Koledzy, koleżanki, zabawa, rozrywka, przygoda, spędzanie czasu, rozmowy, dyskusje, pierwsze zakochanie, polityka. Wszystko odbywało się na podwórku. Podwórko miało swoją zmieniającą się dynamikę przestrzenną oraz skład osobowy.
Jako malcy bywaliśmy głównie z tyłu bloku, w piaskownicy. W teamie było więcej dziewczyn: Lena, Agnieszka, Monika, etc. Wszystko sąsiadki. Powoli dziewczyn ubywało, my stawaliśmy się starsi, paczka zrobiła się bardziej męska, no i opuściliśmy piaskownicę.

Przenieśliśmy się na wierzbę, ale tak naprawdę aspirowaliśmy do „murka”, gdzie zbierali się najstarsi, zwykle moi starsi bracia ze swoimi kumplami. Nie to, że byli dla nas źli i nas przeganiali. Ale w pewnych porach i w pewnych momentach – dodajmy: przy pewnych tematach – malców nie powinno być…
Powoli ukształtował się nasz „zastęp” podwórkowy. Szefem był Rafał, dwa lata starszy ode mnie, a członkami: Robert, Wojtek, Marcin, Robert i ja. Mieliśmy nasze zajęcia, miejsca, lokal, służby, kodeks honorowy. Np. za każde brzydkie słowo dostawało się „kokosa” w głowę i to nie tylko za takie „ostre”, ale nawet za najlżejsze. Poprzeczka była ustawiona wysoko. Przesadzaliśmy z własnej inicjatywy krzewy, które niszczyli robotnicy w ramach wkopywania rury ciepłowniczej. Mieliśmy swój lokal w piwnicznej pralni w naszym bloku. Na wierzbie za blokiem, na gruszy i na wiśni nad rzeczką były nasze legowiska. Każdy miał swoją gałąź. Kiedy moja pierwsza wielka miłość napisała do mnie list, to poszedłem na swoje miejsce na wierzbie i tam dopiero go otworzyłem, by zanurzyć się w romantycznej lekturze. Była piłka, gry podwórkowe w chowanego, berka i zbijaka, były własnoręcznie robione petardy, za detonowanie których nieraz jakiś nadgorliwy przechodzień prowadził mnie za ucho do rodziców… Było wskakiwanie do ogrodu liceum Konopnickiej, popularnie zwanego przez nas „Konopejką”, po śliwki. Było równie nielegalne przeskakiwanie ogrodzenia żłobka, żeby choć przez chwilę pobawić się na najlepszym w okolicy placu zabaw, aż do momentu nieuchronnego nadejścia stróża. Ach ta adrenalina: kiedy się pojawi i czy zdążę uciec zręcznie przeskakując przez siatkę… Żeby mi się czasem tylko noga nie ześlizgnęła… Nie pamiętam, ale na pewno z jeden raz musiał mnie złapać, pewnie jak byłem bardzo mały.
Tak, zdecydowanie jestem chłopakiem z podwórka. Jak większość mojego pokolenia. W wieku 13 lat zapaliłem z kumplami pierwszego papierosa na gruszy. Musiało ich być kilka. Potem ruszyło mnie sumienie, poszedłem do spowiedzi i tak się ta przygoda zakończyła.


Ciąg dalszy historii przeczytasz w papierowym Gnieździe nr 52 które niebawem trafi do Twoich rąk!

komentarze (1)

dodaj swój komentarz
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)







Wojtek z Kabat, 27.03.2012, 13:52:39

Witam,
Bardzo mi się spodobała ostatnia Pana konferencja poprowadzona podczas Dnia Modlitw za FSE Niepokalanów'2012. Krótko, rzeczowo, przejrzyste cele naszej dorastającej młodzieży.
Będąc ojcem wędrowniczka i (wreszcie) ochotniczki, cieszę się, że w pozaszkolnych godzinach nasze dzieci mają Takich Szefów!!! Powodzenia w kontynuowaniu tego Dzieła:)
Wojtek Dudek/Kabaty

na górę strony