maj 2013
Już niedługo majowe Gniazdo trafi do Waszych jednostek!
  • Barwy niezwyciężone!
  • Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz!
  • O wierze w roku wiary
  • Tajemnica Sudarionu
  • System zastępowy
  • Cień zastępowego
  • i inne...

więcej...


aktualności

Relacja z obozu 3. Drużyny Radomskiej św. Brunona z Kwerfurtu

29.09.2009, 14:10:46, Mateusz Polak wyw.

"Trasa była wymagająca. Liczyła prawie 100 km. Był to test wytrzymałości nie tylko dla nas – harcerzy, ale także dla rowerów. Jak już się pewnie domyślacie coś komuś nawaliło. Dokładnie to Bartkowi pękł łańcuch, tak, że ostatnie 20 km pokonał odpychając się nogami..." Przeczytaj relację Mateusza Polaka z obozu letniego 3. Drużyny Radomskiej św. Brunona z Kwerfurtu.

Był 6 lipca. O 7:00 Wszyscy byli już pod harcówką. Załadowaliśmy sprzęt i plecaki do przyczepki, pożegnaliśmy się z rodzicami i wyruszyliśmy na obóz. Było to o tyle dziwne, że pojechaliśmy rowerami. Trasa była wymagająca. Liczyła prawie 100 km. Był to test wytrzymałości nie tylko dla nas – harcerzy, ale także dla rowerów. Jak już się pewnie domyślacie coś komuś nawaliło. Dokładnie to Bartkowi pękł łańcuch, tak, że ostatnie 20 km pokonał odpychając się nogami. Z kolei klerykowi Łukaszowi pękła oś w tylnym kole. Na szczęście jego tata podrzucił mu nowe koło. Na miejsce dotarliśmy ok. godz. 15.

Po kilkunastu min. oczekiwania dotarły do nas nasze plecaki, sprzęt oraz ciepły obiad od rodziców. Po zjedzeniu pysznych gołąbków wzięliśmy się za rozstawianie namiotów. Pionierka trwała 4 dni. Dzik zbudował maszty i bramę czym zapewnił sobie zwycięstwo. Leopardowi pionierka szła niezbyt dobrze. W piątek po obiedzie na rowerach pojechaliśmy w okolice Stąporkowa na zwiad terenu. Tą konkurencję wygrał Leopard. Następnego dnia, na bieg topograficzny wybraliśmy się już bez rowerów. Była naprawdę bardzo fajna atmosfera. Każdy z nas zdobył nowe doświadczenie. TOPO także wygrał Dzik.

Niedziela – święto naszej drużyny Św. Brunona z Kwerfurtu. Na początku była msza święta w sanktuarium w Czarnej, potem już tylko zabawa w naszym obozie. Gości było wielu, Gromady Wilczków z Radomia, Skarżyska i Jedlni, 1. Drużyna Radomska, 1. Jedleńska a także 3. Pionkowska która święto swojego patrona obchodziła dzień wcześniej. Były gry, turnieje i ognisko oczywiście z kiełbaskami. Następnego dnia na apelu dowiadujemy się, że dziś będzie bieg sprawnościowy. Każdy chciał wypaść jak najlepiej. Niestety bieg nie odbył się w całości, z powodów technicznych lecz pomimo tego niektórzy wrócili zadowoleni. Następnego dnia skorzystaliśmy z ustawionego przez Pionki biegu. Był o wiele ciekawszy niż ten z wczorajszego dnia.

W środę przyszedł czas na Konkurs Kulinarny. Lepszymi kucharzami okazał się Leopard. Być może to dzięki ich zupie meksykańskiej a może dlatego, że kilka osób z dzika było znudzonych gotowaniem. W czwartek odbyła się olimpiada. Bardziej wysportowanym zastępem okazał się Dzik. Natomiast w piątek po śniadaniu wyruszyliśmy na EXPLO. Pierwszego dnia wędrówki złapaliśmy stopa, którym pokonaliśmy część drogi do Niekłania Wielkiego. Z nieba lał się okropny żar. Po kilku godzinach poszukiwań wreszcie znaleźliśmy nocleg... lecz w sąsiedniej wsi. Drugiego dnia explo zmierzaliśmy do Kozłowa. Jednak nieaktualna mapa i nasze zmęczenie spowodowało, że zboczylimy z trasy i doszliśmy do Stąporkowa. Postanowiliśmy zmienić plany i dotarliśmy do sanktuarium w Czarnieckiej Górze. Tam część z nas poszła na apel Jasnogórski, reszta miała kilka przygód m.in. jazdą radiowozem.
Na plebani spędziliśmy noc. W niedzielę wstaliśmy wcześniej żeby dokończyć naszą kronikę wyprawy. Na mszy porannej dobiegł koniec naszej wędrówki.

W umówionym miejscu i porze spotkaliśmy się wszyscy i udaliśmy się na mszę. Po Eucharystii odbył się apel, na który przyjechał hufcowy. Po nim powróciliśmy do obozu aby odpocząć. W poniedziałek był dzień na zaliczanie sprawności i stopni. Niektórzy jednak woleli naprawić swoje rowery. W nocy z poniedziałku na wtorek był alarm. Rio Grande w każdej chwili mogło wylać. Trzeba było uciekać z miasta i spać z dala od rzeki. Rano Jankesi (Dzik) i Gringo (Leopard) biegali przez ponad 2 dni po dzikim zachodzie wykonując przeróżne zadania, np. szukali złota. Niektórzy chcąc przeżyć prawdziwą przygodę zabrali ze sobą tylko ubranie, nóż i jedzenie. Spali oni przy ognisku bez śpiworów, jedynie w ciepłym ubraniu. A co z posiłkami? Obiady jedli wystruganymi, płaskimi patykami z przekrojonych na pół butelek służących za menażki. Wielką Grę wygrali Jankesi, ale i Gringo nie dali za wygraną i zostali wyróżnieni za wspaniałą walkę i ducha Dzikiego Zachodu.

Po skończonej grze nadszedł czas na rozbieranie obozu. Rano jednak pojechaliśmy autokarem na basen wraz z drużynami z Pionek i Jedlni. Po powrocie zdemontowaliśmy wszystkie konstrukcje, które zbudowaliśmy. W czwartek wieczorem było ognisko, na którym dh drużynowy opowiedział wspaniałą gawędę i rozdał przyznane wstążeczki W piątek po apelu i mszy zapakowaliśmy sprzęt i plecaki na przyczepkę i wyruszyliśmy rowerami do Skarżyska Kamiennej skąd pojechaliśmy pociągiem do Radomia, gdzie już czekali na nas rodzice.

komentarze (1)

dodaj swój komentarz
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)







Paweł, 20.11.2009, 20:58:57

Fajna relacja i obóz
Pozdrawiam Bisio

na górę strony