maj 2013
Już niedługo majowe Gniazdo trafi do Waszych jednostek!
  • Planuj, nie żałuj!
  • Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz!
  • Teatr improwizacji
  • O wierze w roku wiary
  • Tajemnica Sudarionu
  • Cień zastępowego
  • i inne...

więcej...


aktualności

ZZZ 3. DL - "Pliszczyn"

15.04.2008, 21:23:24

ZZZ 3. DL - "Pliszczyn" Zastępowi z 3. DL postanowili, jak na porządny ZZ przystało, udać się na wypad. Z tego oto wydarzenia przesyłają nam relację oraz link do zdjęć. Zachęcam do zajrzenia, przeczytania i obejrzenia Galerii.

Jest zimny piątkowy wieczór, po apelu (tym samym, na którym zastępowy Tygrysa miał mianowanie) Zastęp Zastępowych 3. Drużyny Lubelskiej w okrojonym składzie rusza ku dworcowi, godzina jest już późna, biegniemy bo autobus nam odjedzie...

Po niezwykle wyboistej drodze dotarliśmy do Pliszczyna, mojego San Francisco. Dziwnym trafem znaleźliśmy się przy kościele Najświętszego Serca Jezusowego, którego proboszcz postanowił nas ugościć. Szybko się rozkulbaczyliśmy i zaczęliśmy omawiać sprawy drużyny. Następnie zjedliśmy kolacje i uznaliśmy, że przed snem trzeba posiedzieć i pogadać parę minut, dlatego też poszliśmy spać po 2...

Godzina 6 minut 30... nie, nie to nie tak, wstaliśmy o 6, żeby umyć się i zdążyć na mszę, na godzinę 7. Po mszy zjedliśmy śniadanie i powsinogi mogły już ruszać w teren. Pierwszym celem naszej wyprawy były stawy za pobliskim klasztorem, tam też rozegrana została wielka potyczka między Pawłem Łokietkiem (od małego wzrostu) a Pawłem Wielkim (no domyślcie się...). Jako że Paweł grał nieczysto, to Paweł musiał opuścić arenę. Wróciliśmy do naszej kwatery po składniki oraz przybory do obiadu i ruszyliśmy do pobliskiego lasu. Żeby praca przebiegała sprawniej podzieliliśmy się na 1 osobowe oddziały, każdy robił co innego, ja postanowiłem zrobić kuchnię, był to magiczny trójnóg (trzeba przyznać ze za elegancki nie był ale cóż), a Paweł B. ułożył ognisko, które można było rozpalić jedną zapałką, niestety, a może na szczęście, korzystaliśmy z zapalniczki... Gdy zaczęliśmy gotować makaron ogień wymknął nam się z pod kontroli i podpalił sznurek, na którym wisiał gar. Szybko spostrzegawczy Tomasz nie zwracając uwagi na żywioł rzucił się na ratunek i złapał gar w ostatniej chwili nim ten wpadł w zimny ogień (haa, oszukałem was, nie ma zimnego ognia, jacy wy jesteście niemądrzy...). Mi przypadło gotować sos, a znając mój talent kulinarny możecie się domyśleć, że wyszła dobra zupa Spagetki.

Mieliśmy już wracać, ale niee, drużynowy postanowił, że musimy zagrać w sztandary, mimo, że było nas tylko 4. Dokonaliśmy sprawiedliwego podziału, Paweł z Pawłem w jednej drużynie, a do elitarnej jednostki żelu zwerbowano Tomasza i mnie. Oczywiście wygrała jednostka żelu (bo mieli przewagę na włosach) a ich zwycięstwo było wielkie. Po zaciętej bitwie wróciliśmy do ośrodka wypoczynkowego w Pliszczynie, zaczęliśmy sprzątać, zaliczać stopnie, improwizowaliśmy nawet wypadek z bardzo smaczną pomidorową krwią i udało nam się wbić do głowy Tomasza, prawie, że nogą tajniki systemu triangulacyjnego. Gdy upewniliśmy się, że jest nieskazitelny porządek opuściliśmy lokum, podziękowaliśmy duszpasterzowi tamtejszej parafii i władowaliśmy się w autobus, gdyż musieliśmy zdążyć na imieniny naszego Proboszcza...

Paweł Bara
Damian Gajkoś

komentarze (0)

dodaj swój komentarz
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)







Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

na górę strony