maj 2013
Już niedługo majowe Gniazdo trafi do Waszych jednostek!
  • Planuj, nie żałuj!
  • Pisać jak papież
  • O wierze w roku wiary
  • Jak zostałem harcerzem cz. 7
  • System zastępowy
  • Cień zastępowego
  • i inne...

więcej...


aktualności

Obóz 11. Drużyny Warszawskiej...

27.09.2007, 10:14:26, Bazyl

Obóz 11. Drużyny Warszawskiej... 14 sierpnia 11. Drużyna Warszawska wybyła z Dworca Wschodniego w stronę województwa dolnośląskiego. Stawiło sie dziewięć osób: cztery z zastępu Żubr, cztery z zastępu Tygrys oraz drużynowy. Rozbiliśmy się w lesie obok miasta o nazwie Suliradzice. Tuż obok nas obozowali Francuzi, którzy liczyli sobie ponad 50 osób...

Tradycyjnie zdjęcia w galerii...

Pionierka, czyli konstruowanie platform,kuchni,stołów i lodówek, zajęła nam 5 dni. Po niej przyszedł czas na eksplo. Nasze polskie zastępy zostały rozdzielone i każdemu zastępowi przydzielono zastęp francuski. Każda grupa miała w trzy dni przejść ponad 50 kilometrów wykonując wiele zadań po drodze. Zastęp Żubr wrócił cztery godziny przed czasem, ponieważ nie znalazł pracy (jedno z zadań na eksplo). W zamian za to wszyscy dostali bólu brzucha. Natomiast zastęp Tygrys wrócił dwie godziny przed czasem z powodu lenistwa francuskiego zastępu, który nie chciał współpracować. Następnego dnia Żubr dostał "strzał w plecy", gdyż jeden z jego członków odszedł z drużyny opuszczając obóz.

Mimo naszego zaskoczenia dostaliśmy raz dzień wolnego, w którym mogliśmy na przykład dorobić młotki z drewna, zrobić pranie i umyć się (niech nikt nie myśli, że się wcześniej się nie myliśmy; po prostu tym razem zrobiliśmy to bardzo dokładnie). Lecz następnego dnia czekała na nas Wielka Gra. Główny sens, jaki wychwyciłem z tej gry, to tak zwane „klepanie” (dla niewtajemniczonych walka). Były dwie grupy: polska i mieszana, która składała się z wojów różnych nacji. Bez dalszych rozwinięć powiem, iż Wielką Grę wygrali Polacy.

Po dwóch dniach Wielkiej Gry przyszedł czas na pielgrzymkę do Trzebnicy. Część trasy do sanktuarium przebyliśmy autobusem, by dalej po pięciu kilometrach marszu dotrzeć na miejsce. Odbyła się tam Msza Święta, a później cztery Przyrzeczenia, które złożyło dwóch Polaków i dwóch Francuzów.

Kolejno przyszedł czas na olimpiadę. Tuż przed nią Żubr dostał ostatni "strzał w plecy", gdyż zastępowy musiał wyjechać na obóz ze swojego liceum. W skład olimpiady wliczało się sporo konkurencji, ale my konkurowaliśmy z Francuzami tylko w siatkówce na balony z wodą i w zapasach.

Po dniu olimpiady musieliśmy już pożegnać się z francuskimi skautami. Można by rzec, że, gdy wyjechali, obóz stracił swój bieg (i po trosze sens). Te ostatnie dni były dużo mniej napięte. Wszyscy musieliśmy się zająć najmniej zabawną rzeczą na obozie, a mianowicie deponierką. W uciążliwym wywożeniu drzew z lasu pomogli nam mieszkańcy Suliradzic.
W końcu 30 sierpnia ok. godziny 22.00 wróciliśmy do Warszawy.

dh Krzysztof Grosbart

komentarze (0)

dodaj swój komentarz
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)







Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

na górę strony