maj 2013
Już niedługo majowe Gniazdo trafi do Waszych jednostek!
  • Barwy niezwyciężone!
  • Pisać jak papież
  • O wierze w roku wiary
  • Tajemnica Sudarionu
  • System zastępowy
  • Cień zastępowego
  • i inne...

więcej...


aktualności

„Psi horror…”

22.05.2007, 12:04:47, Ewa Tchórzewska

„Psi horror…” Był piękny poranek... Słońce mocno świeciło na niebie, ptaki świergotały wśród gałęzi drzew…no dobra, to miał być horror, więc te wstępy trochę nie pasują, ale w zasadzie, to dzień był naprawdę ładny...


Aż ciężko było tego radosnego ranka pomyśleć, co czekać nas może zaledwie 20 km od Radomia. Miejscem, do którego udałyśmy się na nasz kolejny ZZZ były Pionki oraz otaczająca miejscowość Puszcza Kozienicka. Od razu po przyjeździe zdarzyła nam się śmieszna sytuacja (a było takich bardzo wiele w czasie naszego wyjazdu), kiedy to po wyjściu z busa, którym przyjechałyśmy i wyjęciu naszych plecaków z tyłu autobusu, kierowca zaczął odjeżdżać z otwartym bagażnikiem, a jedna z zastępowych i drużynowa zaczęły go gonić i krzyczeć, żeby poczekał, bo one muszą zamknąć. Wyglądało to naprawdę zabawnie, jak Ewa (drużynowa) i Ania (zastępowa Wapiti) wreszcie dotarły do otwartego samochodu, a kierowca, zrywając boki ze śmiechu podziękował im za przysługę.

Ale wracając, do naszego horroru…jak wiadomo, akcja większości z nich rozgrywa się w lesie. Ale nie w naszym przypadku! Przebywając w puszczy, nawet nie domyślałyśmy się, co wydarzy się, gdy przejdziemy przez Pionki, aby dostać się do miejsca naszego noclegu. Beztrosko więc po przejściu ok. kilometra w głąb lasu i rozłożeniu naszych rzeczy na suchej wysepce między mokradłami, siedziałyśmy na zwalonym pniu drzewa i za poradą druhny hufcowej robiłyśmy to, co podane jest w Gnieździe. Rezultaty okazały się bardzo dobre, a szczególnie podobały się nam zawarte tam gry, które przetestowałyśmy prawie natychmiast. Wykonałyśmy jeszcze parę ćwiczeń sprawnościowych, takich jak gra o chustę (wygrała druhna drużynowa), przejście po zwalonym pniu, na którym wcześniej siedziałyśmy, przy dołożonych przez drużynową przeszkodach, w czym niewątpliwą mistrzynią okazała się zastępowa Wapiti – Ania, choć niewiele ustępowała jej w tym ćwiczeniu zastępowa Zebry. Asia (zastępowa Zebry) wsławiła się natomiast głośnym śpiewaniem harcerskich piosenek po to, by ukryć przed przechodzącymi ludźmi, że palimy ognisko.

Po kilku emocjonujących godzinach spędzonych w lesie, postanowiłyśmy wracać do Pionek. Po drodze jednak musiałyśmy zrobić zakupy na następny dzień. Kupiłyśmy między innymi ziemniaki, które okazały się niezbędnym rekwizytem w naszym horrorze. Z produktami przeszłyśmy przez podziemne przejście na dworcu, i wyszłyśmy, a za nami zaczął iść bezpański pies. Widziałyśmy go już zanim weszłyśmy do lasu, jednak nie zwracałyśmy baczniejszej uwagi. Wracając, też być może nie zainteresowałby nas, jednak dziwnym wydało nam się, że cały czas za nami idzie. Poza tym podbiegał do każdego przejeżdżającego samochodu lub roweru i okropnie szczekał. Raz nawet myślałyśmy, że pogryzie jadącą na rowerze kobietę.

W pewnym momencie zostawiłam z Anią z tyłu druhnę drużynową i Asię, które zatrzymały się, bo poprawić niesione bagaże. Pies pobiegł za nami dwoma a po chwili z bocznej uliczki wybiegł drugi, tym razem mniejszy, ale szczekający jeszcze bardziej i głośniej. Psy zaczęły nas gonić. Porządnie przestraszone zaczęłyśmy biec, jednak zwierzęta co jakiś czas podbiegały do nas i obwąchiwały siatki z zakupami. Nie wiedziałam co zrobić, dlatego siatkę z ziemniakami, którą trzymałam, dałam Ani. Z tyłu natomiast szła Ewa i Asia, które z całej naszej ucieczki miały naprawdę niezły ubaw. Jednak do czasu. Ania przerażona tym, że psy najczęściej podbiegają do siatki z ziemniakami, w pewnym momencie rzuciła je na ziemię, krzycząc do jednego z psów: „jak chcesz to masz” i pognała naprzód, tak, że nawet psy nie były jej w stanie dogonić. Ja też postanowiłam uciekać, jednak poczekałam chwilę, aż dojdą do mnie drużynowa i Asia. Tak się po chwili stało. Ewa pozbierała wyrzucone przez Anię ziemniaki, a w tym czasie psy zrezygnowały z pogoni za zastępową Wapiti i wróciły do nas. Próbowałyśmy być spokojne, lecz nasz spokój nie trwał długo i po chwili biegłyśmy na złamanie karku do kościoła, przy którym miałyśmy nocleg. Po krótkim biegu, dobiegłyśmy do bramy, która prowadziła do domku sióstr, a którą w sekundę dosłownie zamknęłyśmy, blokując przejście goniącym nas psom.

Myślałyśmy, że psi horror dobiegł końca, jednak bardzo się pomyliłyśmy. Poszłyśmy po klucz do domku, który przygotowały dla nas Siostry Sercanki, by przygotować się do mszy. Siostra Liliana, która ogromnie pomogła nam w czasie tego wyjazdu, zostawiła dla nas ciasteczka, tak więc w bardzo dobrym humorze szybko naszykowałyśmy się i poszłyśmy na mszę. Psów nie było w pobliżu kościoła, nic więc nie mogło wskazywać na to, że powrócą. Po zakończeniu Eucharystii Siostra Liliana zaprosiła nas do siebie na posiłek. Z resztą czyniła to jeszcze kilkakrotnie, dlatego niewiele miałyśmy do czynienia z gotowaniem w czasie tego ZZZu. Dzięki Siostrze poznałyśmy także ludzi z Oazy z Pionek i jak się okazało, miałyśmy z nimi wspólnych znajomych oraz poznalyśmy historię jej powołania.

Pod koniec soboty pod kościołem pojawiły się znów psy, które wpuszczone przez kogoś przez bramę, podeszły aż pod nasz domek, czym oczywiście nas przestraszyły. Drużynowej udało się jednak je wygonić za pomocą najskuteczniejszej metody – jedzenia. Drugi dzień upłynął nam także pod znakiem nerwowych psów. O ile pierwszego dnia nasze spotkanie z pieskami można było uznać za śmieszne, o tyle drugi dzień był naprawdę nieprzyjemny. Zwierzęta spotkałyśmy najpierw rano, kiedy wracałyśmy z mszy niedzielnej, natomiast drugi raz w czasie drogi na dworzec. Za pierwszym razem błyskawicznie uciekłyśmy, później jednak nie miałyśmy takiej możliwości. Po spakowaniu się, opuszczeniu domku i pożegnaniu się z Siostrą Lilianą wyruszyłyśmy na dworzec. Po drodze goniły nas dwa psy, jednak ich liczba zwiększyła się na postoju autobusów. Pojawiły się tam kolejne dwa. Stojąc na dworcu druhna drużynowa zdała sobie sprawę z tego, że nie oddała Siostrze kluczy do domku, tak więc razem z Anią pobiegłyśmy, by je oddać, bo zostało nam już niewiele czasu do przyjazdu busa. W tym czasie psy postanowiły „zaopiekować się” Ewą i Asią, co według ich relacji wyglądało tak, że psy nie dały im od siebie odejść i jak tylko któraś gwałtowniej się ruszyła, wstawały i zaczynały na nie okropnie szczekać. Szczególnie często szczekały na drużynową, która nie wiedząc, czy uda nam się dotrzeć na czas próbowała w jakiś sposób dojrzeć, czy może już nie idziemy.

Kiedy psy odbiegły na chwilę od dziewczyn, w pogoni za jadącym pociągiem, Ewa i Asia postanowiły wykorzystać sytuację i z przystanku z ławkami, na których stały nasze plecaki, przeniosły wszystkie bagaże w miejsce, gdzie stali wszyscy ludzie oczekujący na autobus. Tam także psy nas znalazły, jednak nie byłyśmy już jedynymi osobami do „pilnowania”. Pokrzepione kupionymi przeze mnie cukierkami, wytrwale stałyśmy wysłuchując szczekania wściekłych psów. Stojąc spokojnie miałyśmy gwarancję, że nic nam nie zrobią. Wiedziałyśmy o tym, ponieważ byłyśmy świadkami sytuacji, w której owe psy rzuciły się na starszego pana, który dziarskim krokiem przechodził koło dworca. Na szczęście nic panu się nie stało, niemniej pewna jestem, że mocno przeżył atak tych nieobliczalnych zwierząt.

Kiedy wreszcie przyjechał nasz autobus, szybko włożyłyśmy rzeczy do bagażnika i już bezpieczne, pojechałyśmy do Radomia. Od czasu tego ZZZu bezpańskie psy biegające po ulicach miast kojarzą nam się raczej negatywnie. Ale mimo tych wszystkich negatywnych doświadczeń uważam, że był to naprawdę udany i miły wyjazd, który z pewnością pozwolił nam się lepiej poznać i dowiedzieć się o świecie wiele ciekawego.

Basia Reke trop.
zastępowa zastępu „Jaszczurka”
2. Drużyna Radomska św. Kingi

komentarze (1)

dodaj swój komentarz
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)







Wrrr, 3.11.2007, 18:07:00

Głupie wariatki. Wszyscy wiedzą, że w Pionkach nie ma schroniska dla bezdomnych zwierząt ani nikogo kto by sie nimi zajął. Trzeba było nakarmić biedne zwierzęta. Wiedząc, że nie mogą liczyć na miejscowych poszły za nowymi osobami które pojawiły się w okolicy.

na górę strony